czwartek, 29 sierpnia 2013

Dzień 2

Obudziłam się przed zadzwonieniem budzika co strasznie mnie zdziwiło. Przeciągnęłam się i po chwili wstałam. Odsłoniłam z okna zasłony i uśmiechnęłam się na widok reszty ekipy, która z prędkością światła zamiatała i porządkowała wszystko przed stajnią i ogólnie ogarniała calusieńką stadninie i jej tereny.
W końcu ubrana zeszłam na dół i zaczęłam szukać sobie czegoś do zjedzenia.

Jakieś 15 minut później wyszłam z domku i udałam się do ekipy. Podeszłam do nich z uśmiechem.
-a co wy tak nagle z samego rana wszystko ogarniacie?
-No przecież dzisiaj przyjeżdżają po Huragana!-wrzasnął Matt
-O kurde! faktycznie! Na śmierć zapomniałam! A przygotowaliście go?
-O cholera...-mruknął Scott
-Dobra, widzę że nie tylko ja mam sklerozę-zaśmiałam się cicho, ale od razu spoważniałam i poleciałam do stajni. Widziałam, że konie kończą jeść więc szybko poszłam po skrzynkę z rzeczami kasztanka. Weszłam do jego boksu i czule pogłaskałam po całej szyi z jednej i drugiej strony a potem zaczęłam go czyścić.
-wiesz...jedziesz dziś do nowego domku...-powiedziałam a łzy zebrały mi się w oczach. Wiedziałam, że będzie mu tam bardzo dobrze i rozwinie się jeszcze bardziej niż u nas, ale pożegnania zawsze były dla mnie ciężkie, a tym bardziej z tym koniem, do którego byłam tak bardzo przywiązana. Czyściłam go dalej. W końcu skończyłam i zabrałam się za kopytka. Gdy skończyłam, koń aż błyszczał. Spojrzałam na niego a on skończył zjeść i jak to on wtulił we mnie swój łeb. Kochane konisko. Głaskałam go za uszami, tak jak lubi najbardziej. W końcu nie wytrzymałam i przytuliłam się mocno do jego szyi
-będę za tobą cholernie tęsknić-powiedziałam a łza spłynęła mi po policzku.
-będę Cię często odwiedzała...przyjdę na każdy twój wyścig...i nigdy cie nie zapomnę...
Kasztanek cicho zarżał. Po kilku minutach przyjechała przyczepa z jego nowymi właścicielami. Matt z nimi gadał a Harry przyszedł mi pomóc z Huraganem, ale ja chciałam się sama wszystkim zająć. Założyłam mu wszystko co potrzebuje na długą podróż. Potem zmieniłam jego ulubiony zielony kantar, na skórzany z imieniem i dopinając uwiąż wyprowadziłam go powoli z boksu. Wyszliśmy razem ze stajni a sierść kasztanka świeciła i błyszczała w promieniach słońca. Huragan zatrzymał się od razu gdy i ja się zatrzymałam i z zaciekawieniem przyglądał się przyczepie, która była strasznie duża.
-Dzień dobry-powiedział jakiś facet do mnie i uśmiechnął się
-Witam-odpowiedziałam, ale bez uśmiechu i ze smutkiem w głosie i dodałam-Ann zaprowadzi pana do biura i tam załatwicie wszystkie formalności.
-Dobrze-odpowiedział pan Charlie i razem z Ann poszli do biura, a ja z Huraganem przeszłam kawałek dalej na trawę. Usiadłam sb koło niego a on skubał trawkę.
W końcu nadszedł czas ostatniego pożegnania. Wszyscy po kolei go głaskali a ja oczywiście najdłużej się do niego przytulała. Następnie Matt otworzył przyczepę i wprowadziłam Huragana do środka. Na koniec pożegnałam się z nim po raz kolejny i wyszłam z przyczepy. Pożegnałam się też z panem Charliem i jego żoną, po czym wsiedli do auta i razem z kasztankiem odjechali. Słyszałam jeszcze jego rżenie i już za nim zaczynałam tęsknić. Nienawidzę pożegnań a szczególnie z takim koniem jak on. W końcu przestałam się patrzeć na pustą drogę gdzie przyczepa z kasztankiem zniknęła i patrząc w przestrzeń poszłam pozamiatać stajnię. Unikałam innych z ekipy i chciałam być sama.

W przerwie obiadowej, gdy konie się pasły w cieniu, a my z kadrą jak zawsze szykowaliśmy obiad. Wszyscy gadali o różnych sprawach a ja siedziałam cicho i cały czas myślałam o kasztanku.
Po obiedzie gdy inni jeszcze odpoczywali poszłam i zaczęłam sprzątać jego boks, żeby był czysty dla innego konia. W końcu już mniej więcej przyzwyczaiłam się z myślą, że kasztanek będzie miał dom gdzie indziej i ożywiłam się. Przyprowadziłam z pastwiska Sagitte i wzięłam ją na myjkę. Wyszorowałam porządnie i wręczyłam Harry'emu, który akurat przechodził obok, i Harry poszedł z nią na łąkę do cienia, żeby wyschła na spokojnie.

Po przerwie gdy każdy już wyszedł z domku i dostał pracę wzięłam Nikitę na lonżę. Klaczka jak zawsze świetnie sobie radziła. Po półgodzinnej pracy na lonżowniku wypuściłam ją znowu na łąkę i wróciłam do stajni, a przed stajnią stała Sabena i Donna już osiodłane i gotowe do jazdy.
-Matt...ty bierzesz Sabenę?-spytałam chłopaka
-Tak.
-To dobrze....a kto jedzie na Donnie?-spytałam nie widząc nikogo innego.
-Ty-odpowiedział z uśmiechem i wręczył mi wodze od bułanki.
-Co?-spytałam zdziwiona, ale widząc minę chłopaka zaśmiałam się i wsiadłam na klacz. Razem pojechaliśmy na maneż. Tam zrobiliśmy klaczą trening skokowy, który się baardzo udał.
Po treningu wzięliśmy Sabenę i Donne na myjkę, a potem gdy już przeschły dołączyły do innych koni na pastwisku. Black Ace i Lady mieli trening pokazowy z Ann i Soph a Provocative i Kary ćwiczyli w karuzeli. Cieszyłam się, że ostatnio ruszyliśmy więcej koni i częściej miały treningi bo wychodziło im to na dobre.

Wieczorem wyprałam kilka czapraków i owijek i porozwieszałam je na dworze żeby wyschły i powoli razem z resztą ekipy poszliśmy spuścić konie z pastwiska. Gdy już wszystkie były w boksach zaczęło się wieczorne karmienie. Prov oczywiście tłukł się o cały boks i dlatego dostał jako pierwszy, żeby go uciszyć, a potem dostała reszta naszych kopytnych.
Na koniec poszłam do boksu Karego i gdy ogier jadł głaskałam go po szyi. Gdy zjadł wtulił łeb we mnie i kazał się dalej głaskać. Po jakiś 40 minutach wyszłam od niego z boksu, dałam cukierka i poszłam pożegnać się z innymi końmi po czym zamknęłam stajnie i już po ciemku wróciłam do domku gdzie o dziwo każdy z kadry siedział, i nawet Jack czy Scott nie pojechali do domu. Zdziwiło mnie to, ale oczywiście zaraz wyjaśniło się dlaczego zostali. W telewizji leciał program o słynnej stadninie wyścigowców gdzie trawił nasz kasztanek i właśnie go pokazywali jak przyczepa parkuje, więc usiadłam koło Ann i oglądałam razem z nimi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz