Rano ogarnęłam się dość szybko. Zjadłam śniadanie i wyszłam przed dom. Mimo wczesnej pory, pogoda była śliczna. Słońce mocno świeciło a niebo było bezchmurne. Ruszyłam dość radośnie w stronę stajni. Gdy doszłam do drzwi słyszałam już rżenie Provocative. Otworzyłam drzwi do stajni, wpuszczając tym samym kilka promieni słonecznych do boksów koni, które jak zawsze wystawiły łby z boksów. Przywitałam się z każdym i ruszyłam do paszarni. Gdy kończyłam z przygotowaniami do paszarni wszedł Harry z szerokim uśmiechem.
-Hej!-powiedział do mnie i bez słowa wziął ode mnie wiadro z jedzeniem dla koni i poszedł do pierwszego boksu. Zdziwiło mnie to ale nic nie powiedziałam, tylko poszłam karmić resztę koni.
Gdy konie były już nakarmione i kończyły śniadanie Harry zajął się roznoszeniem siana do paśników a ja zamiotłam stajnię. Chwilę potem zadzwonił mój telefon:
-Halo?
-Dzień dobry, z tej strony Edward Dorks, chciałem tylko poinformować, że Viento przyjedzie do Państwa już dzisiaj.
Z początku zdziwiłam się trochę, ponieważ ogier miał do nas przyjechać dopiero za tydzień.
-No ok...będziemy czekać-odpowiedziałam a po chwili szłam już do domku. Tam przejrzałam jakieś papiery a potem wyszłam przygotować boks dla nowego ogiera. W czasie kiedy przygotowywałam boks Ann też już wstała a do stajni przyjechał Matt. Dziś nie miało być Scotta i Sophi bo coś im wypadło a Jack pojechał po nowego ogiera więc musieliśmy poradzić sobie sami.
Koło 11.00 usłyszałam szczekanie Lottie więc wyszłam z domku i zobaczyłam, że ogromna luksusowa przyczepa wjeżdża na podjazd. Zatrzymała się po główną stajnią a ja szybko tam podeszłam. Za chwilę pojawiła się również Ann, Matt, Harry i David. Uśmiechnęłam się do nich lekko a chwilę potem wszyscy przywitaliśmy się z właścicielami Viento. Wymieniliśmy kilka zdań a potem Matt z Davidem otworzyli rampę a ja wyprowadziłam z przyczepy ogiera. Był niezwykle grzeczny i jeszcze śliczniejszy niż na zdjęciach. Czyściutka sierść błyszczała w promieniach słońca a koń rozglądał się ciekawsko na wszystkie strony. Ann załatwiła z właścicielami formalności o ogier był teraz już tylko nasz. Pogłaskałam go czule i obeszłam z nim wszystkie tereny stadniny żeby się obeznał w nowym domu, a potem zaprowadziłam do boksu.
W przerwie obiadowej, jak zawsze kadra zebrała się w salonie a wszystkie konie pasły się i odpoczywały w cieniu drzew. Na obiad była zamówiona pizza bo nikomu się nie chciało nic gotować. Szybko wszystkie zamówione pizze zniknęły. Było tak gorąco że nikomu się nic nie chciało.
Po jakiejś godzince odpoczynku westchnęłam i wstałam z sofy. Spojrzałam na pozostałych którzy udawali że śpią i zaśmiałam się cicho:
-No wstawać mi już! I nie udawać, ze śpicie.
Wszyscy głośno westchnęli ale zaczęli się podnosić jeden po drugim. Ja z Ann poszłyśmy po Nikitę i Valentine i pojechałyśmy do sklepu ponieważ podstawowe rzeczy w lodówce się skończyły, Harry siedział przy telefonie, a reszta ogarniała siodlarnię.
Gdy już wracałyśmy ze sklepu i jechałyśmy leśną ścieżką poczułam że dzwoni mi telefon, dzwonił Matt:
-eee...za ile będziecie?-spytał
-No myślę, że za jakieś pół godziny...do 40 min góra a coś się stało?
-No niby nic, ale nie wiem czy pamiętasz, ale dziś mają też przywieźć z RR tego arabka, a Jack ma przyjechać z Argiento...
-O kurde...zapomniałam...dzięki za przypomnienie-rozłączyłam się i przekazałam wszystko Ann a chwilę potem galopowałyśmy w stronę stadniny.
Ledwo co zdążyłyśmy z Ann rozsiodłać konie po terenie, na podjazd wjechała przyczepa z Rosewood Ranch. Uśmiechnęłam się na ten widok a Ann w tym czasie rozłożyła sprzęt żeby się przesuszył. Gdy przyczepa się zatrzymała a Ruska wysiadła z auta przytuliłam ją po przyjacielsku. Chwilę potem wyprowadziłyśmy ogiera.
-Dzięki, że go przywiozłaś-powiedziałam z uśmiechem
-Nie ma za co-zaśmiała się dziewczyna i zaprowadziłyśmy ogiera do boksu, który pod naszą nieobecność przygotował Matt. Ruska wymiziała ogiera na pożegnanie a Coyote cicho zarżał.
Weszłyśmy do domku, gdzie reszta się z nią przywitała. Pogadałyśmy chwilę przy zimnych napojach a za jakąś godzinę Ruska musiała już wracać, bo droga była jednak daleka. Gdy przyczepa odjeżdżała machałam dziewczynie puki nie znikła mi z oczu.
Zaniosłam sprzęt, który się już wysuszył do siodlarni a potem poszłam do stajni gdzie stał Coyote. Inne konie były na pastwisku więc postanowiłam, że jego też wypuszczę. Przypięłam mu uwiąz i ruszyłam w stronę pastwiska. Ogierek szedł spokojnie i rozglądał się co chwile. Gdy zobaczył konie zarżał głośno do nich, a one nie znając go podeszły do ogrodzenia. Pozwoliłam się im powąchać, a nie widząc żadnej agresji z ich strony do nowego kolegi wprowadziłam go do nich po czym odpięłam uwiąz. Z początku Coyote nie był pewny co robić, ale chwilę potem zapoznał się z resztą koni i już razem biegali po pastwisku. Uśmiechnęłam się na ten widok i wróciłam powoli do stajni.
Była dopiero połowa dnia za nami, a ja już byłam padnięta.
Koło 15.00 każdy z kadry dostał zadanie. Ja poszłam ćwiczyć z Sagittą, Ann ćwiczyła skoki z Sabeną, Harry wziął na lonżę Ace, Matt miał trening z Donną a David pojechał w teren na Lady. Każdy pracował z końmi jak najdokładniej.
Po godzinie, każdy odprowadził konia ponownie na pastwisko a ja wzięłam Provocative na dresaż. Jak zawsze były z nim na początku problemy ale uspokoił się o wiele szybciej niż zawsze co strasznie mnie ucieszyło.
W końcu koło 19.30 gdy zaczęliśmy sprowadzać konie z pastwiska, na Nasz podjazd wjechała nam bardzo dobrze znana przyczepa z logiem naszej stadniny. Uśmiechnęłam się sama do siebie i odprowadziłam Nikitę do boksu po czym ruszyłam w stronę Jacka, który wysiadł już z przyczepy. Przywitałam się z nim a reszta kadry skończyła wprowadzanie koni i ustawiła się w rządku koło przyczepy żeby zobaczyć nowego konika. Jack wyprowadził ogiera, który olśnił nas swoją urodą. Był ślicznym srokaczem o doskonałej budowie.
-Jeeej....jest śliczny-powiedziała Ann i podeszła do ogiera. Golden powąchał ją, sprawdził kieszenie czy nie ma w nich nic dobrego, a Ann pogłaskała po czym wzięła od chłopaka uwiąz i zaprowadziła ogiera do boksu. Uśmiechnęłam się a Matt w tym czasie odstawił przyczepę na swoje miejsce.
Chwilę potem każdy koń jadł już swoją wieczorną porcję. Przed zamknięciem stajni weszłam jeszcze do każdego konika i poświęciłam mu trochę czasu, co w konsekwencji zajęło mi dość sporo czasu. W końcu pożegnawszy się z ostatnim zamknęłam stajnię i weszłam do domku. W środku był Matt, Harry który głaskał Lottie i Ann. Dołączyłam do nich a koło 23.00 jako pierwsza poszłam do pokoiku i położywszy się na łóżku zasnęłam momentalnie, bo tak byłam zmęczona.