poniedziałek, 9 września 2013

Dzień 3

Rano ogarnęłam się dość szybko. Zjadłam śniadanie i wyszłam przed dom. Mimo wczesnej pory, pogoda była śliczna. Słońce mocno świeciło a niebo było bezchmurne. Ruszyłam dość radośnie w stronę stajni. Gdy doszłam do drzwi słyszałam już rżenie Provocative. Otworzyłam drzwi do stajni, wpuszczając tym samym kilka promieni słonecznych do boksów koni, które jak zawsze wystawiły łby z boksów. Przywitałam się z każdym i ruszyłam do paszarni. Gdy kończyłam z przygotowaniami do paszarni wszedł Harry z szerokim uśmiechem.
-Hej!-powiedział do mnie i bez słowa wziął ode mnie wiadro z jedzeniem dla koni i poszedł do pierwszego boksu. Zdziwiło mnie to ale nic nie powiedziałam, tylko poszłam karmić resztę koni.
Gdy konie były już nakarmione i kończyły śniadanie Harry zajął się roznoszeniem siana do paśników a ja zamiotłam stajnię. Chwilę potem zadzwonił mój telefon:
-Halo?
-Dzień dobry, z tej strony Edward Dorks, chciałem tylko poinformować, że Viento przyjedzie do Państwa już dzisiaj.
Z początku zdziwiłam się trochę, ponieważ ogier miał do nas przyjechać dopiero za tydzień.
-No ok...będziemy czekać-odpowiedziałam a po chwili szłam już do domku. Tam przejrzałam jakieś papiery a potem wyszłam przygotować boks dla nowego ogiera. W czasie kiedy przygotowywałam boks Ann też już wstała a do stajni przyjechał Matt. Dziś nie miało być Scotta i  Sophi bo coś im wypadło a Jack pojechał po nowego ogiera więc musieliśmy poradzić sobie sami.

Koło 11.00 usłyszałam szczekanie Lottie więc wyszłam z domku i zobaczyłam, że ogromna luksusowa przyczepa wjeżdża na podjazd. Zatrzymała się po główną stajnią a ja szybko tam podeszłam. Za chwilę pojawiła się również Ann, Matt, Harry i David. Uśmiechnęłam się do nich lekko a chwilę potem wszyscy przywitaliśmy się z właścicielami Viento. Wymieniliśmy kilka zdań a potem Matt z Davidem otworzyli rampę a ja wyprowadziłam z przyczepy ogiera. Był niezwykle grzeczny i jeszcze śliczniejszy niż na zdjęciach. Czyściutka sierść błyszczała w promieniach słońca a koń rozglądał się ciekawsko na wszystkie strony. Ann załatwiła z właścicielami formalności o ogier był teraz już tylko nasz. Pogłaskałam go czule i obeszłam z nim wszystkie tereny stadniny żeby się obeznał w nowym domu, a potem zaprowadziłam do boksu.

W przerwie obiadowej, jak zawsze kadra zebrała się w salonie a wszystkie konie pasły się i odpoczywały w cieniu drzew. Na obiad była zamówiona pizza bo nikomu się nie chciało nic gotować. Szybko wszystkie zamówione pizze zniknęły. Było tak gorąco że nikomu się nic nie chciało.
Po jakiejś godzince odpoczynku westchnęłam i wstałam z sofy. Spojrzałam na pozostałych którzy udawali że śpią i zaśmiałam się cicho:
-No wstawać mi już! I nie udawać, ze śpicie.
Wszyscy głośno westchnęli ale zaczęli się podnosić jeden po drugim. Ja z Ann poszłyśmy po Nikitę i Valentine i pojechałyśmy do sklepu ponieważ podstawowe rzeczy w lodówce się skończyły, Harry siedział przy telefonie, a reszta ogarniała siodlarnię.

Gdy już wracałyśmy ze sklepu i jechałyśmy leśną ścieżką poczułam że dzwoni mi telefon, dzwonił Matt:
-eee...za ile będziecie?-spytał
-No myślę, że za jakieś pół godziny...do 40 min góra a coś się stało?
-No niby nic, ale nie wiem czy pamiętasz, ale dziś mają też przywieźć z RR tego arabka, a Jack ma przyjechać z Argiento...
-O kurde...zapomniałam...dzięki za przypomnienie-rozłączyłam się i przekazałam wszystko Ann a chwilę potem galopowałyśmy w stronę stadniny.


Ledwo co zdążyłyśmy z Ann rozsiodłać konie po terenie, na podjazd wjechała przyczepa z Rosewood Ranch. Uśmiechnęłam się na ten widok a Ann w tym czasie rozłożyła sprzęt żeby się przesuszył. Gdy przyczepa się zatrzymała a Ruska wysiadła z auta przytuliłam ją po przyjacielsku. Chwilę potem wyprowadziłyśmy ogiera.
-Dzięki, że go przywiozłaś-powiedziałam z uśmiechem
-Nie ma za co-zaśmiała się dziewczyna i zaprowadziłyśmy ogiera do boksu, który pod naszą nieobecność przygotował Matt. Ruska wymiziała ogiera na pożegnanie a Coyote cicho zarżał.
Weszłyśmy do domku, gdzie reszta się z nią przywitała. Pogadałyśmy chwilę przy zimnych napojach a za jakąś godzinę Ruska musiała już wracać, bo droga była jednak daleka. Gdy przyczepa odjeżdżała machałam dziewczynie puki nie znikła mi z oczu.

Zaniosłam sprzęt, który się już wysuszył do siodlarni a potem poszłam do stajni gdzie stał Coyote. Inne konie były na pastwisku więc postanowiłam, że jego też wypuszczę. Przypięłam mu uwiąz i ruszyłam w stronę pastwiska. Ogierek szedł spokojnie i rozglądał się co chwile. Gdy zobaczył konie zarżał głośno do nich, a one nie znając go podeszły do ogrodzenia. Pozwoliłam się im powąchać, a nie widząc żadnej agresji z ich strony do nowego kolegi wprowadziłam go do nich po czym odpięłam uwiąz. Z początku Coyote nie był pewny co robić, ale chwilę potem zapoznał się z resztą koni i już razem biegali po pastwisku. Uśmiechnęłam się na ten widok i wróciłam powoli do stajni.
Była dopiero połowa dnia za nami, a ja już byłam padnięta.

Koło  15.00 każdy z kadry dostał zadanie. Ja poszłam ćwiczyć z Sagittą, Ann ćwiczyła skoki z Sabeną, Harry wziął na lonżę Ace, Matt miał trening z Donną a David pojechał w teren na Lady. Każdy pracował z końmi jak najdokładniej.
Po godzinie, każdy odprowadził konia ponownie na pastwisko a ja wzięłam Provocative na dresaż. Jak zawsze były z nim na początku problemy ale uspokoił się o wiele szybciej niż zawsze co strasznie mnie ucieszyło.

W końcu koło 19.30 gdy zaczęliśmy sprowadzać konie z pastwiska, na Nasz podjazd wjechała nam bardzo dobrze znana przyczepa z logiem naszej stadniny. Uśmiechnęłam się sama do siebie i odprowadziłam Nikitę do boksu po czym ruszyłam w stronę Jacka, który wysiadł już z przyczepy. Przywitałam się z nim a reszta kadry skończyła wprowadzanie koni i ustawiła się w rządku koło przyczepy żeby zobaczyć nowego konika. Jack wyprowadził ogiera, który olśnił nas swoją urodą. Był ślicznym srokaczem o doskonałej budowie.
-Jeeej....jest śliczny-powiedziała Ann i podeszła do ogiera. Golden powąchał ją, sprawdził kieszenie czy nie ma w nich nic dobrego,  a Ann pogłaskała po czym wzięła od chłopaka uwiąz i zaprowadziła ogiera do boksu. Uśmiechnęłam się a Matt w tym czasie odstawił przyczepę na swoje miejsce.
Chwilę potem każdy koń jadł już swoją wieczorną porcję. Przed zamknięciem stajni weszłam jeszcze do każdego konika i poświęciłam mu trochę czasu, co w konsekwencji zajęło mi dość sporo czasu. W końcu pożegnawszy się z ostatnim zamknęłam stajnię i weszłam do domku. W środku był Matt, Harry który głaskał  Lottie i Ann. Dołączyłam do nich a koło 23.00 jako pierwsza poszłam do pokoiku i położywszy się na łóżku zasnęłam momentalnie, bo tak byłam zmęczona. 

czwartek, 29 sierpnia 2013

Dzień 2

Obudziłam się przed zadzwonieniem budzika co strasznie mnie zdziwiło. Przeciągnęłam się i po chwili wstałam. Odsłoniłam z okna zasłony i uśmiechnęłam się na widok reszty ekipy, która z prędkością światła zamiatała i porządkowała wszystko przed stajnią i ogólnie ogarniała calusieńką stadninie i jej tereny.
W końcu ubrana zeszłam na dół i zaczęłam szukać sobie czegoś do zjedzenia.

Jakieś 15 minut później wyszłam z domku i udałam się do ekipy. Podeszłam do nich z uśmiechem.
-a co wy tak nagle z samego rana wszystko ogarniacie?
-No przecież dzisiaj przyjeżdżają po Huragana!-wrzasnął Matt
-O kurde! faktycznie! Na śmierć zapomniałam! A przygotowaliście go?
-O cholera...-mruknął Scott
-Dobra, widzę że nie tylko ja mam sklerozę-zaśmiałam się cicho, ale od razu spoważniałam i poleciałam do stajni. Widziałam, że konie kończą jeść więc szybko poszłam po skrzynkę z rzeczami kasztanka. Weszłam do jego boksu i czule pogłaskałam po całej szyi z jednej i drugiej strony a potem zaczęłam go czyścić.
-wiesz...jedziesz dziś do nowego domku...-powiedziałam a łzy zebrały mi się w oczach. Wiedziałam, że będzie mu tam bardzo dobrze i rozwinie się jeszcze bardziej niż u nas, ale pożegnania zawsze były dla mnie ciężkie, a tym bardziej z tym koniem, do którego byłam tak bardzo przywiązana. Czyściłam go dalej. W końcu skończyłam i zabrałam się za kopytka. Gdy skończyłam, koń aż błyszczał. Spojrzałam na niego a on skończył zjeść i jak to on wtulił we mnie swój łeb. Kochane konisko. Głaskałam go za uszami, tak jak lubi najbardziej. W końcu nie wytrzymałam i przytuliłam się mocno do jego szyi
-będę za tobą cholernie tęsknić-powiedziałam a łza spłynęła mi po policzku.
-będę Cię często odwiedzała...przyjdę na każdy twój wyścig...i nigdy cie nie zapomnę...
Kasztanek cicho zarżał. Po kilku minutach przyjechała przyczepa z jego nowymi właścicielami. Matt z nimi gadał a Harry przyszedł mi pomóc z Huraganem, ale ja chciałam się sama wszystkim zająć. Założyłam mu wszystko co potrzebuje na długą podróż. Potem zmieniłam jego ulubiony zielony kantar, na skórzany z imieniem i dopinając uwiąż wyprowadziłam go powoli z boksu. Wyszliśmy razem ze stajni a sierść kasztanka świeciła i błyszczała w promieniach słońca. Huragan zatrzymał się od razu gdy i ja się zatrzymałam i z zaciekawieniem przyglądał się przyczepie, która była strasznie duża.
-Dzień dobry-powiedział jakiś facet do mnie i uśmiechnął się
-Witam-odpowiedziałam, ale bez uśmiechu i ze smutkiem w głosie i dodałam-Ann zaprowadzi pana do biura i tam załatwicie wszystkie formalności.
-Dobrze-odpowiedział pan Charlie i razem z Ann poszli do biura, a ja z Huraganem przeszłam kawałek dalej na trawę. Usiadłam sb koło niego a on skubał trawkę.
W końcu nadszedł czas ostatniego pożegnania. Wszyscy po kolei go głaskali a ja oczywiście najdłużej się do niego przytulała. Następnie Matt otworzył przyczepę i wprowadziłam Huragana do środka. Na koniec pożegnałam się z nim po raz kolejny i wyszłam z przyczepy. Pożegnałam się też z panem Charliem i jego żoną, po czym wsiedli do auta i razem z kasztankiem odjechali. Słyszałam jeszcze jego rżenie i już za nim zaczynałam tęsknić. Nienawidzę pożegnań a szczególnie z takim koniem jak on. W końcu przestałam się patrzeć na pustą drogę gdzie przyczepa z kasztankiem zniknęła i patrząc w przestrzeń poszłam pozamiatać stajnię. Unikałam innych z ekipy i chciałam być sama.

W przerwie obiadowej, gdy konie się pasły w cieniu, a my z kadrą jak zawsze szykowaliśmy obiad. Wszyscy gadali o różnych sprawach a ja siedziałam cicho i cały czas myślałam o kasztanku.
Po obiedzie gdy inni jeszcze odpoczywali poszłam i zaczęłam sprzątać jego boks, żeby był czysty dla innego konia. W końcu już mniej więcej przyzwyczaiłam się z myślą, że kasztanek będzie miał dom gdzie indziej i ożywiłam się. Przyprowadziłam z pastwiska Sagitte i wzięłam ją na myjkę. Wyszorowałam porządnie i wręczyłam Harry'emu, który akurat przechodził obok, i Harry poszedł z nią na łąkę do cienia, żeby wyschła na spokojnie.

Po przerwie gdy każdy już wyszedł z domku i dostał pracę wzięłam Nikitę na lonżę. Klaczka jak zawsze świetnie sobie radziła. Po półgodzinnej pracy na lonżowniku wypuściłam ją znowu na łąkę i wróciłam do stajni, a przed stajnią stała Sabena i Donna już osiodłane i gotowe do jazdy.
-Matt...ty bierzesz Sabenę?-spytałam chłopaka
-Tak.
-To dobrze....a kto jedzie na Donnie?-spytałam nie widząc nikogo innego.
-Ty-odpowiedział z uśmiechem i wręczył mi wodze od bułanki.
-Co?-spytałam zdziwiona, ale widząc minę chłopaka zaśmiałam się i wsiadłam na klacz. Razem pojechaliśmy na maneż. Tam zrobiliśmy klaczą trening skokowy, który się baardzo udał.
Po treningu wzięliśmy Sabenę i Donne na myjkę, a potem gdy już przeschły dołączyły do innych koni na pastwisku. Black Ace i Lady mieli trening pokazowy z Ann i Soph a Provocative i Kary ćwiczyli w karuzeli. Cieszyłam się, że ostatnio ruszyliśmy więcej koni i częściej miały treningi bo wychodziło im to na dobre.

Wieczorem wyprałam kilka czapraków i owijek i porozwieszałam je na dworze żeby wyschły i powoli razem z resztą ekipy poszliśmy spuścić konie z pastwiska. Gdy już wszystkie były w boksach zaczęło się wieczorne karmienie. Prov oczywiście tłukł się o cały boks i dlatego dostał jako pierwszy, żeby go uciszyć, a potem dostała reszta naszych kopytnych.
Na koniec poszłam do boksu Karego i gdy ogier jadł głaskałam go po szyi. Gdy zjadł wtulił łeb we mnie i kazał się dalej głaskać. Po jakiś 40 minutach wyszłam od niego z boksu, dałam cukierka i poszłam pożegnać się z innymi końmi po czym zamknęłam stajnie i już po ciemku wróciłam do domku gdzie o dziwo każdy z kadry siedział, i nawet Jack czy Scott nie pojechali do domu. Zdziwiło mnie to, ale oczywiście zaraz wyjaśniło się dlaczego zostali. W telewizji leciał program o słynnej stadninie wyścigowców gdzie trawił nasz kasztanek i właśnie go pokazywali jak przyczepa parkuje, więc usiadłam koło Ann i oglądałam razem z nimi.

niedziela, 25 sierpnia 2013

Początek :)

Hej, tu Alex i Ann czyli dyrektorki WSK "Black Spirit" i zapalone miłośniczki koni ♥
Z nudów postanowiłyśmy pisać też bloga gdzie będziemy opisywać wszystko co dzieje się w stajni.
Głównie robimy to z nudów ale też dlatego, że uwielbiamy pisać różne takie rzeczy xD
Zapraszamy do czytania!
Str. Stadniny




                                                                                                                                                



Telefon zadzwonił nagle bardzo wcześnie rano. Wkurzona, że mnie ten ktoś kto dzwonił obudził o takiej porze zatkałam sb uszy i próbowałam spać dalej. Już mi się to prawie udawało gdy nagle do pokoju wpadła Sophie
-no czemu nie odbierasz?! Dzwoni i dzwoni!-krzyknęła i odebrała telefon a ja byłam jeszcze bardziej wściekła, że mi spać nie pozwalają.
-to do Ciebie...jakiś chłopak...

-Halo?!-fuknęłam do telefonu wściekła na wszystko a Soph widząc moją minę wolała się usunąć z mojego pola widzenia i wróciła do reszty, która wcinała śniadanie.
Po chwili też zeszłam na dół a humor mi się trochę poprawił. 

-co chciał ten chłopak?-spytała Soph i podała mi śniadanie za co byłam jej bardzo wdzięczna
-powiedział, że dziś do Nas przyjedzie...wiesz to ten Harry, który do Nas zagadał kiedyś tam...-odpowiedziałam i wzięłam się za jedzenie. 
-oo to fajnie, bo mamy dużo pracy-odpowiedziała dziewczyna i usiadła swojemu chłopakowi na kolanach a Scott uśmiechnął się w dziwny sposób co mnie rozśmieszyło.

Po śniadaniu całą ekipą poszliśmy karmić konie a Matt oczywiście się obijał, wywróciłam oczami i wręczyłam mu dwa wiadra pełne paszy

-zanieść do Provocative i do Draco
-ok...-powiedział chłopak i wolnym tempem ruszył do ogierów, które się już bardzo niecierpliwiły 
-no ale ruchy! Bo nas tu noc z samego rana zastanie!-wrzasnęłam za nim i chłopak lekko przyśpieszył. Pokręciłam głową i poszłam robić swoje.

Koło godziny 10.00 przyjechała jakaś dziewczyna na jazdę, więc wzięłam Foliuma i kazałam jej go wyczyścić a sama poszłam po sprzęt. Gdy koń był już gotowy poszłyśmy na maneż. Dziewczyna zaczęła stępować a ja usiadłam sb na ogrodzeniu.
Patrzyłam na dziewczynę i wydawałam jej tylko polecenia od czasu do czasu.

-hej!-usłyszałam nagle za sobą jakiś głos i aż podskoczyłam i odwróciłam się i zobaczyłam chłopaka-jestem Harry-uśmiechnął się
-hej...Alex-odpowiedziałam równie z uśmiechem
Gadaliśmy jeszcze trochę, a gdy jazda dobiegła końca pozwoliłam dziewczynie już iść a sama wzięłam Foliuma i razem z chłopakiem wróciliśmy pod stajnie gdzie stała Soph która była przytulana przez Scott'a, Matt i Ann, która nareszcie wstała. Uśmiechnęłam się do nich 
-to jest właśnie Harry...i dołączy do naszej ekipy jako...właśnie jak kto?-spojrzałam na chłopaka
-jako "co kol wiek -zaśmiał się i od razu było widać że jest pełny radości, pozytywnie do wszystkiego nastawiony i ma świetne poczucie humoru
-a tak serio to pracuję głównie z młodymi końmi...ale często do tej pory jeździłem w każdej dyscyplinie...
-oo..to oznacza że będziemy często razem pracować bo ja w sumie to samo...-powiedziałam i zajęłam się rozsiodłaniem siwka, a potem już nawet z pomocą Harry'ego wypuściliśmy konie na pastwisko.

Gdy Harry wyniósł już wszystkie rzeczy z samochodu i rozpakował się w pokoju, który mu przydzieliłam zszedł na dół z wieelkim uśmiechem

-śliczny pokoik-powiedział i wyszedł na dwór. Cała reszta ekipy spojrzała na mnie znacząco  a szczególnie Ann i Sophie.
-no co się tak gapicie...?
-aaaa tak jakoś...-powiedziała Ann ale razem z Soph się cicho zaśmiały
-o matko...przy Was to już nawet nie można być miłym dla nowego..-powiedziałam i wyszłam z domu i zajęłam się czyszczeniem sprzętu.

Około godziny 12.00 był taki upał, że konie pochowały się w cieniu a my z ekipą w chłodnym salonie, ale Harry gdzieś przepadł. Każdy z Nas siedział ze szklanką jakiegoś zimnego napoju.
-wiecie co...nie chcę nic mówić...ale trzeba wyczyścić boksy...-powiedział Jack a reszta spojrzała na niego z pod byka, ale ruszyliśmy się w końcu i poczłapaliśmy w str boksów.
W końcu wszystko ustaliliśmy i wypadło że ja z Mattem mamy do posprzątania boksy Pana Wiatru, Valentine, Majora i Foliuma, Sophie ze Scott'em Draco, Thomas'a, Provocative i Huragana, Ann i Jack sprzotają boks Black Ace, Donny Carusso i Sabeny, a cała pozostałe boksy.
My z Matt'em zajęliśmy się od razu robotą i dlatego też wcześniej skończyliśmy. Uśmiechnęłam się do chłopaka i poszłam odnieść łopaty i widły ale gdy przechodziłam koło boksu Thomas'a zauważyłam że Soph ze Scott'em zamiast sprzątać to się obściskują  Westchnęłam i mimo pokusy nawrzeszczenia na nich poszłam odwiesić sprzęt i poszłam do domku się obmyć po pracy korzystając z tego, że reszty jeszcze niema.


W końcu cała nasza wymęczona ekipa usiadła do obiadu. Harry też przyszedł. Nie wiadomo gdzie się podziewał przez ten cały czas, ale nikt go o to nie spytał bo każdy był padnięty. Po obiedzie wypadło, że teraz David zmywa naczynia, więc ten bez słowa poszedł to zrobić a ja spojrzałam na resztę ekipy

-dobra słońca moje kochane...trzeba ruszyć konie i popracować z nimi..więc tak...zrobi...-ale nie dokończyłam bo Matt mi przerwał
-mogę wziąć Huragana na trening?
-nie...zobacz sobie najpierw jak on wygląda...najpierw weźmiesz go na myjkę i jak do prowadzisz do stanu użytkowości to wtedy owszem weźmiesz go na tor..
-ok..to ja już lepiej pójdę,,żebym chociaż do wigilii z tym zdążył-zaśmiał się i poszedł a ja dokończyłam w końcu bo nikt inny mi nie przerwał
-zrobimy tak...ja wezmę Prov, Scott Lady Chattelry, Soph Sabene i jedziemy z nimi w teren...Ann ty zaprowadzisz najpierw Karego i Majora do karuzeli i nastawisz im ten program co zawsze...a Jack weźmiesz Foliuma na myjkę tylko uważaj żeby go Huragan nie zaczepiał...a i jeśli nie wrócimy za godzinę to pamiętaj żebyś sprawdził pocztę bo czekam na coś meega ważnego..


Kilka godzin później wszystko było już zrobione, konie po pracy a stajnia czyściutka. Konie się pasły spokojnie a my z kadrą leżeliśmy porozwalani z półotwartymi powiekami. Salon miał klimatyzację więc baardzo było przyjemnie.

-a wgl co powiecie na jakąś imprezę jeździecką zorganizować?-spytał Jack
-wiesz sama nie wiem...-odpowiedziała Ann i dodała- jak się wyrobimy to można coś pomyśleć..
-o nie! Mój mózg został już wyżarty całkowicie, nie mam już czym myśleć-zaśmiała się Soph
-już? Ty zawsze nie myślałaś-powiedział żartobliwie Scott a dziewczyna walnęła w niego poduszką i tak rozpoczęła się wielka bitwa na poduszki, w której każdy brał udział.


Wieczorem sprowadziliśmy konie z pastwiska, zamknęliśmy gospodarstwo, Scott, Soph, Jack i David pojechali do siebie więc zostałam ja, Ann, Matt i Harry. Oglądaliśmy jakiś film a w końcu każdy z Nas usnął na sobie.