Obudziłam się przed zadzwonieniem budzika co strasznie mnie zdziwiło. Przeciągnęłam się i po chwili wstałam. Odsłoniłam z okna zasłony i uśmiechnęłam się na widok reszty ekipy, która z prędkością światła zamiatała i porządkowała wszystko przed stajnią i ogólnie ogarniała calusieńką stadninie i jej tereny.
W końcu ubrana zeszłam na dół i zaczęłam szukać sobie czegoś do zjedzenia.
Jakieś 15 minut później wyszłam z domku i udałam się do ekipy. Podeszłam do nich z uśmiechem.
-a co wy tak nagle z samego rana wszystko ogarniacie?
-No przecież dzisiaj przyjeżdżają po Huragana!-wrzasnął Matt
-O kurde! faktycznie! Na śmierć zapomniałam! A przygotowaliście go?
-O cholera...-mruknął Scott
-Dobra, widzę że nie tylko ja mam sklerozę-zaśmiałam się cicho, ale od razu spoważniałam i poleciałam do stajni. Widziałam, że konie kończą jeść więc szybko poszłam po skrzynkę z rzeczami kasztanka. Weszłam do jego boksu i czule pogłaskałam po całej szyi z jednej i drugiej strony a potem zaczęłam go czyścić.
-wiesz...jedziesz dziś do nowego domku...-powiedziałam a łzy zebrały mi się w oczach. Wiedziałam, że będzie mu tam bardzo dobrze i rozwinie się jeszcze bardziej niż u nas, ale pożegnania zawsze były dla mnie ciężkie, a tym bardziej z tym koniem, do którego byłam tak bardzo przywiązana. Czyściłam go dalej. W końcu skończyłam i zabrałam się za kopytka. Gdy skończyłam, koń aż błyszczał. Spojrzałam na niego a on skończył zjeść i jak to on wtulił we mnie swój łeb. Kochane konisko. Głaskałam go za uszami, tak jak lubi najbardziej. W końcu nie wytrzymałam i przytuliłam się mocno do jego szyi
-będę za tobą cholernie tęsknić-powiedziałam a łza spłynęła mi po policzku.
-będę Cię często odwiedzała...przyjdę na każdy twój wyścig...i nigdy cie nie zapomnę...
Kasztanek cicho zarżał. Po kilku minutach przyjechała przyczepa z jego nowymi właścicielami. Matt z nimi gadał a Harry przyszedł mi pomóc z Huraganem, ale ja chciałam się sama wszystkim zająć. Założyłam mu wszystko co potrzebuje na długą podróż. Potem zmieniłam jego ulubiony zielony kantar, na skórzany z imieniem i dopinając uwiąż wyprowadziłam go powoli z boksu. Wyszliśmy razem ze stajni a sierść kasztanka świeciła i błyszczała w promieniach słońca. Huragan zatrzymał się od razu gdy i ja się zatrzymałam i z zaciekawieniem przyglądał się przyczepie, która była strasznie duża.
-Dzień dobry-powiedział jakiś facet do mnie i uśmiechnął się
-Witam-odpowiedziałam, ale bez uśmiechu i ze smutkiem w głosie i dodałam-Ann zaprowadzi pana do biura i tam załatwicie wszystkie formalności.
-Dobrze-odpowiedział pan Charlie i razem z Ann poszli do biura, a ja z Huraganem przeszłam kawałek dalej na trawę. Usiadłam sb koło niego a on skubał trawkę.
W końcu nadszedł czas ostatniego pożegnania. Wszyscy po kolei go głaskali a ja oczywiście najdłużej się do niego przytulała. Następnie Matt otworzył przyczepę i wprowadziłam Huragana do środka. Na koniec pożegnałam się z nim po raz kolejny i wyszłam z przyczepy. Pożegnałam się też z panem Charliem i jego żoną, po czym wsiedli do auta i razem z kasztankiem odjechali. Słyszałam jeszcze jego rżenie i już za nim zaczynałam tęsknić. Nienawidzę pożegnań a szczególnie z takim koniem jak on. W końcu przestałam się patrzeć na pustą drogę gdzie przyczepa z kasztankiem zniknęła i patrząc w przestrzeń poszłam pozamiatać stajnię. Unikałam innych z ekipy i chciałam być sama.
W przerwie obiadowej, gdy konie się pasły w cieniu, a my z kadrą jak zawsze szykowaliśmy obiad. Wszyscy gadali o różnych sprawach a ja siedziałam cicho i cały czas myślałam o kasztanku.
Po obiedzie gdy inni jeszcze odpoczywali poszłam i zaczęłam sprzątać jego boks, żeby był czysty dla innego konia. W końcu już mniej więcej przyzwyczaiłam się z myślą, że kasztanek będzie miał dom gdzie indziej i ożywiłam się. Przyprowadziłam z pastwiska Sagitte i wzięłam ją na myjkę. Wyszorowałam porządnie i wręczyłam Harry'emu, który akurat przechodził obok, i Harry poszedł z nią na łąkę do cienia, żeby wyschła na spokojnie.
Po przerwie gdy każdy już wyszedł z domku i dostał pracę wzięłam Nikitę na lonżę. Klaczka jak zawsze świetnie sobie radziła. Po półgodzinnej pracy na lonżowniku wypuściłam ją znowu na łąkę i wróciłam do stajni, a przed stajnią stała Sabena i Donna już osiodłane i gotowe do jazdy.
-Matt...ty bierzesz Sabenę?-spytałam chłopaka
-Tak.
-To dobrze....a kto jedzie na Donnie?-spytałam nie widząc nikogo innego.
-Ty-odpowiedział z uśmiechem i wręczył mi wodze od bułanki.
-Co?-spytałam zdziwiona, ale widząc minę chłopaka zaśmiałam się i wsiadłam na klacz. Razem pojechaliśmy na maneż. Tam zrobiliśmy klaczą trening skokowy, który się baardzo udał.
Po treningu wzięliśmy Sabenę i Donne na myjkę, a potem gdy już przeschły dołączyły do innych koni na pastwisku. Black Ace i Lady mieli trening pokazowy z Ann i Soph a Provocative i Kary ćwiczyli w karuzeli. Cieszyłam się, że ostatnio ruszyliśmy więcej koni i częściej miały treningi bo wychodziło im to na dobre.
Wieczorem wyprałam kilka czapraków i owijek i porozwieszałam je na dworze żeby wyschły i powoli razem z resztą ekipy poszliśmy spuścić konie z pastwiska. Gdy już wszystkie były w boksach zaczęło się wieczorne karmienie. Prov oczywiście tłukł się o cały boks i dlatego dostał jako pierwszy, żeby go uciszyć, a potem dostała reszta naszych kopytnych.
Na koniec poszłam do boksu Karego i gdy ogier jadł głaskałam go po szyi. Gdy zjadł wtulił łeb we mnie i kazał się dalej głaskać. Po jakiś 40 minutach wyszłam od niego z boksu, dałam cukierka i poszłam pożegnać się z innymi końmi po czym zamknęłam stajnie i już po ciemku wróciłam do domku gdzie o dziwo każdy z kadry siedział, i nawet Jack czy Scott nie pojechali do domu. Zdziwiło mnie to, ale oczywiście zaraz wyjaśniło się dlaczego zostali. W telewizji leciał program o słynnej stadninie wyścigowców gdzie trawił nasz kasztanek i właśnie go pokazywali jak przyczepa parkuje, więc usiadłam koło Ann i oglądałam razem z nimi.
czwartek, 29 sierpnia 2013
niedziela, 25 sierpnia 2013
Początek :)
Hej, tu Alex i Ann czyli dyrektorki WSK "Black Spirit" i zapalone miłośniczki koni ♥
Z nudów postanowiłyśmy pisać też bloga gdzie będziemy opisywać wszystko co dzieje się w stajni.
Głównie robimy to z nudów ale też dlatego, że uwielbiamy pisać różne takie rzeczy xD
Zapraszamy do czytania!
Str. Stadniny
Telefon zadzwonił nagle bardzo wcześnie rano. Wkurzona, że mnie ten ktoś kto dzwonił obudził o takiej porze zatkałam sb uszy i próbowałam spać dalej. Już mi się to prawie udawało gdy nagle do pokoju wpadła Sophie
-no czemu nie odbierasz?! Dzwoni i dzwoni!-krzyknęła i odebrała telefon a ja byłam jeszcze bardziej wściekła, że mi spać nie pozwalają.
-to do Ciebie...jakiś chłopak...
-Halo?!-fuknęłam do telefonu wściekła na wszystko a Soph widząc moją minę wolała się usunąć z mojego pola widzenia i wróciła do reszty, która wcinała śniadanie.
Po chwili też zeszłam na dół a humor mi się trochę poprawił.
-co chciał ten chłopak?-spytała Soph i podała mi śniadanie za co byłam jej bardzo wdzięczna
-powiedział, że dziś do Nas przyjedzie...wiesz to ten Harry, który do Nas zagadał kiedyś tam...-odpowiedziałam i wzięłam się za jedzenie.
-oo to fajnie, bo mamy dużo pracy-odpowiedziała dziewczyna i usiadła swojemu chłopakowi na kolanach a Scott uśmiechnął się w dziwny sposób co mnie rozśmieszyło.
Po śniadaniu całą ekipą poszliśmy karmić konie a Matt oczywiście się obijał, wywróciłam oczami i wręczyłam mu dwa wiadra pełne paszy
-zanieść do Provocative i do Draco
-ok...-powiedział chłopak i wolnym tempem ruszył do ogierów, które się już bardzo niecierpliwiły
-no ale ruchy! Bo nas tu noc z samego rana zastanie!-wrzasnęłam za nim i chłopak lekko przyśpieszył. Pokręciłam głową i poszłam robić swoje.
Koło godziny 10.00 przyjechała jakaś dziewczyna na jazdę, więc wzięłam Foliuma i kazałam jej go wyczyścić a sama poszłam po sprzęt. Gdy koń był już gotowy poszłyśmy na maneż. Dziewczyna zaczęła stępować a ja usiadłam sb na ogrodzeniu.
Patrzyłam na dziewczynę i wydawałam jej tylko polecenia od czasu do czasu.
-hej!-usłyszałam nagle za sobą jakiś głos i aż podskoczyłam i odwróciłam się i zobaczyłam chłopaka-jestem Harry-uśmiechnął się
-hej...Alex-odpowiedziałam równie z uśmiechem
Gadaliśmy jeszcze trochę, a gdy jazda dobiegła końca pozwoliłam dziewczynie już iść a sama wzięłam Foliuma i razem z chłopakiem wróciliśmy pod stajnie gdzie stała Soph która była przytulana przez Scott'a, Matt i Ann, która nareszcie wstała. Uśmiechnęłam się do nich
-to jest właśnie Harry...i dołączy do naszej ekipy jako...właśnie jak kto?-spojrzałam na chłopaka
-jako "co kol wiek -zaśmiał się i od razu było widać że jest pełny radości, pozytywnie do wszystkiego nastawiony i ma świetne poczucie humoru
-a tak serio to pracuję głównie z młodymi końmi...ale często do tej pory jeździłem w każdej dyscyplinie...
-oo..to oznacza że będziemy często razem pracować bo ja w sumie to samo...-powiedziałam i zajęłam się rozsiodłaniem siwka, a potem już nawet z pomocą Harry'ego wypuściliśmy konie na pastwisko.
Gdy Harry wyniósł już wszystkie rzeczy z samochodu i rozpakował się w pokoju, który mu przydzieliłam zszedł na dół z wieelkim uśmiechem
-śliczny pokoik-powiedział i wyszedł na dwór. Cała reszta ekipy spojrzała na mnie znacząco a szczególnie Ann i Sophie.
-no co się tak gapicie...?
-aaaa tak jakoś...-powiedziała Ann ale razem z Soph się cicho zaśmiały
-o matko...przy Was to już nawet nie można być miłym dla nowego..-powiedziałam i wyszłam z domu i zajęłam się czyszczeniem sprzętu.
Około godziny 12.00 był taki upał, że konie pochowały się w cieniu a my z ekipą w chłodnym salonie, ale Harry gdzieś przepadł. Każdy z Nas siedział ze szklanką jakiegoś zimnego napoju.
-wiecie co...nie chcę nic mówić...ale trzeba wyczyścić boksy...-powiedział Jack a reszta spojrzała na niego z pod byka, ale ruszyliśmy się w końcu i poczłapaliśmy w str boksów.
W końcu wszystko ustaliliśmy i wypadło że ja z Mattem mamy do posprzątania boksy Pana Wiatru, Valentine, Majora i Foliuma, Sophie ze Scott'em Draco, Thomas'a, Provocative i Huragana, Ann i Jack sprzotają boks Black Ace, Donny Carusso i Sabeny, a cała pozostałe boksy.
My z Matt'em zajęliśmy się od razu robotą i dlatego też wcześniej skończyliśmy. Uśmiechnęłam się do chłopaka i poszłam odnieść łopaty i widły ale gdy przechodziłam koło boksu Thomas'a zauważyłam że Soph ze Scott'em zamiast sprzątać to się obściskują Westchnęłam i mimo pokusy nawrzeszczenia na nich poszłam odwiesić sprzęt i poszłam do domku się obmyć po pracy korzystając z tego, że reszty jeszcze niema.
W końcu cała nasza wymęczona ekipa usiadła do obiadu. Harry też przyszedł. Nie wiadomo gdzie się podziewał przez ten cały czas, ale nikt go o to nie spytał bo każdy był padnięty. Po obiedzie wypadło, że teraz David zmywa naczynia, więc ten bez słowa poszedł to zrobić a ja spojrzałam na resztę ekipy
-dobra słońca moje kochane...trzeba ruszyć konie i popracować z nimi..więc tak...zrobi...-ale nie dokończyłam bo Matt mi przerwał
-mogę wziąć Huragana na trening?
-nie...zobacz sobie najpierw jak on wygląda...najpierw weźmiesz go na myjkę i jak do prowadzisz do stanu użytkowości to wtedy owszem weźmiesz go na tor..
-ok..to ja już lepiej pójdę,,żebym chociaż do wigilii z tym zdążył-zaśmiał się i poszedł a ja dokończyłam w końcu bo nikt inny mi nie przerwał
-zrobimy tak...ja wezmę Prov, Scott Lady Chattelry, Soph Sabene i jedziemy z nimi w teren...Ann ty zaprowadzisz najpierw Karego i Majora do karuzeli i nastawisz im ten program co zawsze...a Jack weźmiesz Foliuma na myjkę tylko uważaj żeby go Huragan nie zaczepiał...a i jeśli nie wrócimy za godzinę to pamiętaj żebyś sprawdził pocztę bo czekam na coś meega ważnego..
Kilka godzin później wszystko było już zrobione, konie po pracy a stajnia czyściutka. Konie się pasły spokojnie a my z kadrą leżeliśmy porozwalani z półotwartymi powiekami. Salon miał klimatyzację więc baardzo było przyjemnie.
-a wgl co powiecie na jakąś imprezę jeździecką zorganizować?-spytał Jack
-wiesz sama nie wiem...-odpowiedziała Ann i dodała- jak się wyrobimy to można coś pomyśleć..
-o nie! Mój mózg został już wyżarty całkowicie, nie mam już czym myśleć-zaśmiała się Soph
-już? Ty zawsze nie myślałaś-powiedział żartobliwie Scott a dziewczyna walnęła w niego poduszką i tak rozpoczęła się wielka bitwa na poduszki, w której każdy brał udział.
Wieczorem sprowadziliśmy konie z pastwiska, zamknęliśmy gospodarstwo, Scott, Soph, Jack i David pojechali do siebie więc zostałam ja, Ann, Matt i Harry. Oglądaliśmy jakiś film a w końcu każdy z Nas usnął na sobie.
Z nudów postanowiłyśmy pisać też bloga gdzie będziemy opisywać wszystko co dzieje się w stajni.
Głównie robimy to z nudów ale też dlatego, że uwielbiamy pisać różne takie rzeczy xD
Zapraszamy do czytania!
Str. Stadniny
-no czemu nie odbierasz?! Dzwoni i dzwoni!-krzyknęła i odebrała telefon a ja byłam jeszcze bardziej wściekła, że mi spać nie pozwalają.
-to do Ciebie...jakiś chłopak...
-Halo?!-fuknęłam do telefonu wściekła na wszystko a Soph widząc moją minę wolała się usunąć z mojego pola widzenia i wróciła do reszty, która wcinała śniadanie.
Po chwili też zeszłam na dół a humor mi się trochę poprawił.
-co chciał ten chłopak?-spytała Soph i podała mi śniadanie za co byłam jej bardzo wdzięczna
-powiedział, że dziś do Nas przyjedzie...wiesz to ten Harry, który do Nas zagadał kiedyś tam...-odpowiedziałam i wzięłam się za jedzenie.
-oo to fajnie, bo mamy dużo pracy-odpowiedziała dziewczyna i usiadła swojemu chłopakowi na kolanach a Scott uśmiechnął się w dziwny sposób co mnie rozśmieszyło.
Po śniadaniu całą ekipą poszliśmy karmić konie a Matt oczywiście się obijał, wywróciłam oczami i wręczyłam mu dwa wiadra pełne paszy
-zanieść do Provocative i do Draco
-ok...-powiedział chłopak i wolnym tempem ruszył do ogierów, które się już bardzo niecierpliwiły
-no ale ruchy! Bo nas tu noc z samego rana zastanie!-wrzasnęłam za nim i chłopak lekko przyśpieszył. Pokręciłam głową i poszłam robić swoje.
Koło godziny 10.00 przyjechała jakaś dziewczyna na jazdę, więc wzięłam Foliuma i kazałam jej go wyczyścić a sama poszłam po sprzęt. Gdy koń był już gotowy poszłyśmy na maneż. Dziewczyna zaczęła stępować a ja usiadłam sb na ogrodzeniu.
Patrzyłam na dziewczynę i wydawałam jej tylko polecenia od czasu do czasu.
-hej!-usłyszałam nagle za sobą jakiś głos i aż podskoczyłam i odwróciłam się i zobaczyłam chłopaka-jestem Harry-uśmiechnął się
-hej...Alex-odpowiedziałam równie z uśmiechem
Gadaliśmy jeszcze trochę, a gdy jazda dobiegła końca pozwoliłam dziewczynie już iść a sama wzięłam Foliuma i razem z chłopakiem wróciliśmy pod stajnie gdzie stała Soph która była przytulana przez Scott'a, Matt i Ann, która nareszcie wstała. Uśmiechnęłam się do nich
-to jest właśnie Harry...i dołączy do naszej ekipy jako...właśnie jak kto?-spojrzałam na chłopaka
-jako "co kol wiek -zaśmiał się i od razu było widać że jest pełny radości, pozytywnie do wszystkiego nastawiony i ma świetne poczucie humoru
-a tak serio to pracuję głównie z młodymi końmi...ale często do tej pory jeździłem w każdej dyscyplinie...
-oo..to oznacza że będziemy często razem pracować bo ja w sumie to samo...-powiedziałam i zajęłam się rozsiodłaniem siwka, a potem już nawet z pomocą Harry'ego wypuściliśmy konie na pastwisko.
Gdy Harry wyniósł już wszystkie rzeczy z samochodu i rozpakował się w pokoju, który mu przydzieliłam zszedł na dół z wieelkim uśmiechem
-śliczny pokoik-powiedział i wyszedł na dwór. Cała reszta ekipy spojrzała na mnie znacząco a szczególnie Ann i Sophie.
-no co się tak gapicie...?
-aaaa tak jakoś...-powiedziała Ann ale razem z Soph się cicho zaśmiały
-o matko...przy Was to już nawet nie można być miłym dla nowego..-powiedziałam i wyszłam z domu i zajęłam się czyszczeniem sprzętu.
Około godziny 12.00 był taki upał, że konie pochowały się w cieniu a my z ekipą w chłodnym salonie, ale Harry gdzieś przepadł. Każdy z Nas siedział ze szklanką jakiegoś zimnego napoju.
-wiecie co...nie chcę nic mówić...ale trzeba wyczyścić boksy...-powiedział Jack a reszta spojrzała na niego z pod byka, ale ruszyliśmy się w końcu i poczłapaliśmy w str boksów.
W końcu wszystko ustaliliśmy i wypadło że ja z Mattem mamy do posprzątania boksy Pana Wiatru, Valentine, Majora i Foliuma, Sophie ze Scott'em Draco, Thomas'a, Provocative i Huragana, Ann i Jack sprzotają boks Black Ace, Donny Carusso i Sabeny, a cała pozostałe boksy.
My z Matt'em zajęliśmy się od razu robotą i dlatego też wcześniej skończyliśmy. Uśmiechnęłam się do chłopaka i poszłam odnieść łopaty i widły ale gdy przechodziłam koło boksu Thomas'a zauważyłam że Soph ze Scott'em zamiast sprzątać to się obściskują Westchnęłam i mimo pokusy nawrzeszczenia na nich poszłam odwiesić sprzęt i poszłam do domku się obmyć po pracy korzystając z tego, że reszty jeszcze niema.
W końcu cała nasza wymęczona ekipa usiadła do obiadu. Harry też przyszedł. Nie wiadomo gdzie się podziewał przez ten cały czas, ale nikt go o to nie spytał bo każdy był padnięty. Po obiedzie wypadło, że teraz David zmywa naczynia, więc ten bez słowa poszedł to zrobić a ja spojrzałam na resztę ekipy
-dobra słońca moje kochane...trzeba ruszyć konie i popracować z nimi..więc tak...zrobi...-ale nie dokończyłam bo Matt mi przerwał
-mogę wziąć Huragana na trening?
-nie...zobacz sobie najpierw jak on wygląda...najpierw weźmiesz go na myjkę i jak do prowadzisz do stanu użytkowości to wtedy owszem weźmiesz go na tor..
-ok..to ja już lepiej pójdę,,żebym chociaż do wigilii z tym zdążył-zaśmiał się i poszedł a ja dokończyłam w końcu bo nikt inny mi nie przerwał
-zrobimy tak...ja wezmę Prov, Scott Lady Chattelry, Soph Sabene i jedziemy z nimi w teren...Ann ty zaprowadzisz najpierw Karego i Majora do karuzeli i nastawisz im ten program co zawsze...a Jack weźmiesz Foliuma na myjkę tylko uważaj żeby go Huragan nie zaczepiał...a i jeśli nie wrócimy za godzinę to pamiętaj żebyś sprawdził pocztę bo czekam na coś meega ważnego..
Kilka godzin później wszystko było już zrobione, konie po pracy a stajnia czyściutka. Konie się pasły spokojnie a my z kadrą leżeliśmy porozwalani z półotwartymi powiekami. Salon miał klimatyzację więc baardzo było przyjemnie.
-a wgl co powiecie na jakąś imprezę jeździecką zorganizować?-spytał Jack
-wiesz sama nie wiem...-odpowiedziała Ann i dodała- jak się wyrobimy to można coś pomyśleć..
-o nie! Mój mózg został już wyżarty całkowicie, nie mam już czym myśleć-zaśmiała się Soph
-już? Ty zawsze nie myślałaś-powiedział żartobliwie Scott a dziewczyna walnęła w niego poduszką i tak rozpoczęła się wielka bitwa na poduszki, w której każdy brał udział.
Wieczorem sprowadziliśmy konie z pastwiska, zamknęliśmy gospodarstwo, Scott, Soph, Jack i David pojechali do siebie więc zostałam ja, Ann, Matt i Harry. Oglądaliśmy jakiś film a w końcu każdy z Nas usnął na sobie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)